Ogólnoświatowe BIM-BAM na wampiry niektórych dotyka, niektórych nie dotyka, a niektórzy nie lubią być dotykani przez cokolwiek, co nie jest przyjazne ich środowisku naturalnemu. I to oni mają rację (wyjątek stanowią te osobniki które wykrzykują pod schroniskiem dla domowych milusińskich "uwolnić orkę!")
Wampierze lubię.
Bardzo nawet.
W niektórych wersjach bardziej, w innych mniej, od jeszcze innych zęby mnie bolą (bo za słodkie to-to jak na drapieżnika)
Ile autorów książek, tyle wampierzy.
Od przesiąkniętego zmysłowością Lestata po inteligentnego Regisa...
Ja ich nie szukam, one same mnie znajdują.
Wiec do rzeczy: była sesja, a jak wiadomo podczas sesji ma się ochotę robić dosłownie wszystko, żeby tylko się nie uczyć. Więc jak na wzorową studentkę przystało nosiłam ze sobą podręczniki z pokoju do pokoju, żeby zawsze były pod ręką, gdyby mnie naszła nagła i przygniatająco silna ochota pożywienia swojego intelektu. Oczywiście nie naszła. Szukałam więc jakiejś lekkiej, wciągającej lektury do poduszki, która mnie rozweseli.
Internauci i inni użyszkodnicy polecili mi książeczkę importowaną, made in Ukraine, pod tytułem "Zawód:Wiedźma". Ostrzegali mnie, ze może "Zmierzchem" zajechać, ale to co mogłoby zajechać jest na tyle odmiennie przedstawione, że mnie to nie ruszyło.
Prześwietne to-to! Cały czas się chichrałam jak głupia (a moja współlokatorka posyłała mi oskarżycielskie spojrzenia znad atlasu anatomii
W każda raza wtedy zdefiniowałam ostatecznie swoje upodobania smakowe:
(SPOILER! kto nie chce niech nie czyta! Na własna odpowiedzialność!)
fragment pierwszy:
- Czy mogłabym prosić o szklankę wody? - spytałam, odsuwając talerz.
Sąsiad chętnie sięgnął po kryształową karafkę i do szklanki obfitym strumieniem lunęło coś czerwonego, gęstego i stanowczo pochodzenia arterialnego.
- Dz... dziękuję - wykrztusiłam z trudem, zaglądając do kielicha. A co to za cholera? Przypadkiem nie skrzepnie? (...)Nieśmiało pociągnęłam łyk ze szklanki. Do niczego niepodobne, jakiś sok, niby rosół, tylko czerwony. I można tylko mieć szczerą nadzieję, że posmak hemoglobiny mi się tylko przywidział.
fragment drugi:
-(...) A co ty tu masz? Pomidorowy? Pewnie w Dogewie się nauczyłaś?
Zakrztusiłam się.
-A skąd wiesz?
-A co ja niby, wampirów nie widziałem? I co oni widzą w tym paskudztwie - kwaśne, słodkawe i jeszcze słonawe na dokładkę. Ogólnie bgyryz. Tyle pożytku, ze można gości straszyć.
Miłość do soku pomidorowego deklarowałam już pół roku temu, kiedy po raz pierwszy w życiu zdecydowałam się wypić Bloody Mary, ale po tej książce mam do tego napoju nieopisany sentyment.
A więc hemoglobinkę raz!
Zdrówko







--
Art is only 5% talent and 95% sweat, work, frustration and tears
it just comes down to how bad you want it that's all
Prints and comics for sale: [link]
--
Dreaming, I can escape the real world and enter my nightmares as I wish.
--
Welcome to my breakdown bitch ♥
'*+:. .:+*'
NaruSaku
--
Kein Mehrheit Für Die Mitleid
=======================
"Self-improvement is masturbation. Now, Self-destruction..."
--
/l、 Nyu~
゙(゚、 。 7
l、゙ ~ヽ
..じしf_, )ノ..
--
--
Eternity means nothing but a sign on a bridge.
"But I believe in peace.
I believe in peace Bitch."
Previous Page12345...Next Page